czwartek, 6 września 2012
Kolumbia - San Gil/Barichara 6.09.12
Dziś po porannym śniadaniu, przyniesionym przez mojego męża prosto do pokoju z bazarku, udaliśmy się na rafting:) Pierwszy raz w życiu mieliśmy okazję spróbować tej atrakcji, także odważyliśmy się płynąć troszkę spokojniejszą rzeką Rio Fonce, ale i tak było fajnie i z emocjami:) Początkowo zostaliśmy wywiezieni jakieś 10 km od naszego miejsca zamieszkania, potem razem z młodą kolumbijską parą zostaliśmy troszkę przeszkoleni i ruszyliśmy:) Nasza przeprawa trwała ok 1h 20 min.
Poza emocjami związanymi z prądami i skałkami, z których kilka razy spadliśmy pontonem, podziwialiśmy piękno przyrody. Dookoła nas latały przepiękne, duże, żółte i białe motyle, na skałkach przy brzegu wygrzewały się iguany, a do tego śpiewały i fruwały kolorowe ptaszki:) W międzyczasie mój mąż wykąpał się w rzece, a ja musiałam go z powrotem wciągnąć na pokład. Niezapomniane wrażenia:) Po raftingu szybko się przebraliśmy, gdyż byliśmy cali mokrzy i wyruszyliśmy w kierunku dworca autobusowego. Busik praktycznie na nas czekał i po 45 min byliśmy w Barichara. To piękne, malownicze, małe miasteczko zostało w 1978 roku wpisane na listę narodowych zabytków (faktycznie zasłużenie). Wszystkie uliczki są wyłożone płaskimi, ceglastymi kamieniami, całe miasteczko tworzą malutkie, białe kamieniczki a w samym centrum znajduje się piękna 18 - to wieczna katedra, odcinająca się od reszty zabudowań.
Poza podziwianiem całokształtu miejscowości, udaliśmy się do małego kościółka i sąsiadującego parku z amfiteatrem. Na drodze spotkaliśmy pewną młodą dziewczynę ze Szwajcarii, która ponoć już od 3 tygodni podróżuje (najpierw Kuba, potem Panama, teraz Kolumbia) i ma w planie zwiedzić Amerykę Południową, ale nie wie jeszcze gdzie dokładnie się wybierze i ile czasu na to przeznaczy... Tutaj jest mnóstwo takich turystów... Co robią w życiu i skąd na to biorą pieniądze? Ciekawe...
Wracając do Barichary - mieliśmy okazję spróbować tu nowych lokalnych specjałów:) Na obiad zatrzymaliśmy się w malutkiej, ale bardzo przyjemnej knajpce. Po uregulowaniu rachunku Kacper wdał się w rozmowę z właścicielem i okazało się, że ma on u siebie to czego poszukiwaliśmy: chicha de maiz i guarapo. Chicha de maiz jest to napój zrobiony z kukurydzy, która fermentuje w cukrze trzcinowym kilka dni. Ponoć im dłużej tym lepiej, ale dla mnie 3 dniowa jest ok, a ok tygodniowa jest już za mocna.
Guarapo jest to z kolei napój uzyskany z trzciny cukrowej, ale też w procesie fermentacji. Ogólnie różni się znacznie od kubańskiego guarapo, które jest świeżym, zielonkawym sokiem z trzciny cukrowej. Właściciel knajpki poczęstował nas poza trunkami hormigas culonas (jadalnymi mrówkami). Muszę przyznać, że mają ciekawy smak... Ponoć pojawiają się one lokalnie w kwietniu, są łapane, odrywa się im skrzydełka, nogi i szczypce, po czym smaży się na patelni z dodatkiem soli. (Czego to ludzie nie wymyślą:)).
Po tej przemiłej gościnie udaliśmy się w poszukiwaniu rozlewni guarapo i po krótkim czasie ją znaleźliśmy:) Jest to mała bimbrownia - pan polewał nam z beczki wielką łyżką, a potem za 1000 COP kupiliśmy litrową butelkę tego lokalnego specjału:) W końcu busikiem wróciliśmy do San Gil i resztę dnia spędziliśmy tu. Obecnie siedzimy w hotelu i jemy owoc, o którym pisałam wczoraj (guanabana). Oto zdjęcie:
Ponoć jest to owoc dobry na wszystko i zawierający wszystkie niezbędne dla życia pierwiastki i witaminy. Jedząc tylko go można spokojnie żyć i funkcjonować w zdrowiu. Tutaj ma szczególne zastosowanie w zwalczaniu nowotworów i przyspiesza powrót do zdrowia po chemioterapii...
Jutro mamy w planie wybrać się nad wodospad Juan Curi i tam spędzić większość dnia, a noc spędzimy w autokarze w drodze do Medelin.
A tak a propos - kupiliśmy już bilety. Przygoda z nimi była śmieszna, ponieważ na stronie była inna cena (57000 COP/os), a nam w kasie chcieli sprzedać za 70000 COP/os. W końcu po długich negocjacjach i "krakowskim targiem "udało się kupić bilety za 60000 COP/os, a pan był w ciężkim szoku, że mają błąd na stronie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Czy jesteście pewni że Chicha którą piliście fermentowała w cukrze trzcinowym?? Gdyż tradycyjnie ziarna żute są buzi następnie suszone i umieszczane w ciepłej wodzie, potem dodaje się zakwas i rozpoczyna się fermentacja :) Obecnie chicha wytwarza się za pomocą słodu kukurydzianego zamiast przy użyciu śliny. Mój wykładowca mówił nam jednak o tym tradycyjnym sposobie tworzenia Chicha :)
OdpowiedzUsuń